Wiatr nasilał się, głaszcząc długie włosy Melissandry, wpatrującej się w bezkresny horyzont, w słońce zachodzące za morzem Mhuaaf. Biała szata powiewała na wietrze, delikatnie przylegając do jej skóry. Po policzku dziewczyny spłynęła łza:
-Żegnaj Łucjo - szepnęła - żegnaj...
Niebo stawało się coraz ciemniejsze, a wiatr przybierał na sile, lecz Melissandra ani myślała wracać teraz do wioski,
niech mnie szukają, myślała,
tę myśl powtarzała w kółko póki jej powieki nie stały się cięższe i zaczęły opadać,
póki nie położyła się wpatrując w gwiazdy przez ułamek sekundy,
póki nie zasnęła na ciepłym piasku wśród muszli,
w miejscu w którym nie mógł znaleźć jej nikt...
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz